Miłosz - Piosenka o Końcu Świata

Wyraz, kształt i formę umieraniu daje Miłosz w wierszu Piosenka o końcu świata. Historyczność chwili końca świata wymyka się uwadze patrzących. Tylko staruszek przewiązujący pomidory zapewnia nas, że innego końca świata nie będzie. Nie będzie żadnych znaków. Nie zatrąbi siódmy anioł, nie spadnie na ziemię deszcz pomieszany z krwią, nie spłonie trzecia część ziemi i oceanów od promienistej gwiazdy, ani nie zapłonie ognisty krzyż na niebie. Koniec świata nie będzie przypominał Sądu Ostatecznego Memlinga, może już bardziej krwawe tryptyki Boscha. Historia nie będzie nieruchoma jak na obrazkach z podręcznika, będzie oszukiwała palącym słońcem, śmiechem dzieci i nawoływaniem pijaków, ale to będzie ta sama historia. Stąd potrzeba nieustannej gotowości, ciągłego analizowania i aktualizowania przeszłości oraz uhistorycznienia codzienności, by nic prawdziwie ważnego nie zostało przez nas zagubione. Po wojnie Piosenkę o końcu świata odczytano jako otrząsanie się z czasu katastrofizmu, ironiczne posłowie do Trzech Zim. Polemizując z tą opinią Błoński pisał, że z równą – a nawet lepszą – racją można powiedzieć, że prowadzi ona do wniosku teologicznego czy eschatologicznego. Oto świat kończy się naprawdę co chwilę, dla każdego, który go opuszcza, dla każdego, który o nim głębiej pomyśli. Miłosz zawieszony jest jakby pomiędzy sprzecznościami. Z jednej strony aspiruje do ponadhistoryczności i wyzwolenia się spod dyktatu siły dziejowej, z drugiej pozostaje jednak w jej obrębie, gdyż tak tylko sprzęgnąć można to co aktualne, z tym, co wieczne; z jednej uniwersalizuje okupacyjną codzienność, z drugiej ściąga apokalipsę na ziemię, uświadamiając, że w swojej zwyczajności jest odwieczna – dążąc do tego,co ogólne mocno zakorzenione jest w konkretach.